piątek, 5 października 2012

z modlitwą i śpiewem na ustach

No bo jak "Góra" nie pomoże, to już chyba nic nie pomoże. O 7:15 Eucharystia. Przy okazji I piątek. Dawno już nie byłam na mszy w pierwszy piątek. Dziś się zmobilizowałam, żeby ładnie poprosić. O to, żeby Staś nie był wywoływany oksytocyną na drugą stronę. No i wyszłam z kościoła i skurcz... w prawej nodze... Brodaty ma naprawdę poczucie humoru ;) idę odsuwać meble, a potem jakieś zakupy. Wczoraj strudel z jabłkami wyszedł całkiem poprawnie (Michał jak zwykle narzeka na rodzynki), a żeby piekarnika nie grzać na jedno małe ciasteczko, to przy okazji machnęłam jeszcze babkę cytrynową, której pół już nie ma. Michał i Piotrek to straszni pożeracze ciast. I kotletów. Nie wiem czego bardziej ;) Staś ma jeszcze dwa i pół dnia, chociaż wolałabym, żeby nie był niedzielny. No bo co, wszyscy męscy potomkowie będą niedzielni?
Aha, zapomniałam wrzucić jakieś foty z wakacji ;), oto garść:



braki lokalowe zmuszają do dzielenia się posłaniem

próby wyciągnięcia z fotanny - Franek wielce niezadowolony


Mama, Franek, Staś


Osówka, czyli II wojna na każdych wakacjach


Błędne Skały


jakiś tam wodospad... było tyyyyyyyyyyyyle wody!
Sarna

środa, 3 października 2012

poniedziałek, 1 października 2012

odkurzamy


Wypada odkurzyć tu co nieco. Ja ciągle 2 w 1 chociaż ostatniej nocy raz czy dwa miałam wrażenie, że to już. Sen jednak zwyciężył i się nawet jakoś mocno nie nakręcałam. Piątek cały dzień na telefonie. Urzędy urzędy urzędy. Światełko w tunelu. Sobota cały dzień na telefonie. Znajomi znajomi znajomi. Niedzielne przedpołudnie spędzone na stronach internetowych pt. jak otworzyć własną firmę i Michałem nad uchem tłumaczącym zagadnienia podatkowe (jak to dobrze mieć urzędnika-ekonomistę pod ręką). Niedzielne popołudnie spędzone u teściów. Leniwe, ciastkowe. Z wiercącym się pod sercem Stasiem. Dziś od rana telefony do urzędów. Okazuje się, że albo te panie są miłe dlatego, że jestem w ciąży, albo po prostu są miłe :) a tych telefonów było od groma i jeszcze trochę. Plany na dziś? Ogarnąć kupę ubrań, w których mam nadzieję nie chodzić przez dłuższy czas. (chociaż nie zarzekam się, że nigdy, więc pudło wędruje do piwnicy, nie do PCKu). Dopakować walizkę. Cieszyć się synem ma spacerze, placu zabaw. Uwarzyć jakiś obiad. Może jakieś roladki schabowe? No, chyba, że mnie jednak weźmie...
Miniu, jeszcze raz gratuluję serdecznie! Mikoś jest jednak starszy od Stasia :D Życie jest niesamowicie nieprzewidywalne :) idę jeszcze poczytać Wasze nowinki. Muchos smoochas,
Sarna