Polska drugą Irlandią, Hiszpanią... mówili nam. Japonią! (jak twierdził Wałęsa), zieloną wyspą w czasie kryzysu gospodarczego, krajem prosperity, mlekiem i miodem płynącym...
Media mydlą nam oczy związkami partnerskimi (same powiedzcie, czy warto o to kruszyć kopie), kosmtycznymi zmianiami w rządzie (z wyższą pensją Rostowskiego jako wicepremiera) i chęcią wprowadzenia wspólnej waluty. A tymczasem: pomimo kolejnej ogromnej fali emigracji jest coraz wyższe bezrobocie (a więc coraz więcej zamykanych zakładów pracy), młodzi ludzie tuż po szkole nie mają pracy i nie mają na co liczyć, najczęściej podpisywane są umowy śmieciowe, już nie wspominając o tym, że własny rząd i parlamentarzyści okradają uczciwych obywateli jak tylko potrafią (no chociażby te ostatnie premie - za co? za wykonywanie własnych obowiązków).
Ja rozumiem, że jest kryzys, ale jeżeli będą nami dalej rządzić ludzie, którzy zamiast się pokłonić przed wyborcami mają ich za nic przypominając sobie o nich tylko co cztery lata, to wybaczcie, ale odechciewa się wszystkiego.
Wybieranie pomiędzy złem a mniejszym złem nie jest żadnym wyborem. Przez takie działania w Sejmie zasiadają takie osoby jak Kotliński (który, jako były ksiądz jest tam tylko od ataków na kościół), Biedroń, który zajmuje się prawami mniejszości seksualnych czy Anna Grodzka (taaa, potwierdzcie, że jestem nietolerancyjna, ale nawet nie mam słów komentarza). A gdzie WYBITNI, KONKRETNI ekonomiści? Prawnicy? Gdzie ludzie, dzięki którym ma nam się lepiej żyć?? Szczerze mówiąc, można się naprawdę przerazić patrząc na wykształecenie niektórych z nich. Nie oszukujmy się. Psychologia klinicznia nie jest nam niezbędna, a tworzenie nowych miejsce pracy owszem. Nie pójście na wybory nigdy nie było dla mnie opcją. Pójście i zagłosowanie na mniejsze zło również nie. W czasie ostatnich wyborów świadomie oddałam nieważny głos. Bo skoro nie ma odpowiednich kandydatów, to dlaczego mam się zgadzać z czymś, czego absolutnie nie popieram?
I nie chodzi tu już o ideologię, kto ma rację w sprawie in vitro, czy można rozpoznać dzieciaki poczęte w ten sposób. Chodzi o to, że coraz więcej ludzi żyje w nędzy nie dlatego, że taki był ich wybór, ale dlatego, że zamknęli ich zakład pracy.
Ostatnio coraz częściej pukają do drzwi faceci, którzy chętnie naostrzą noże, odśnieżą, etc. etc. Nie żebrają, są jeszcze w sile wieku, chcą uczciwie zarobić.
Sąsiadka jest po operacji usunięcia przydatków. Ma głodową emeryturę. Harowała całe życie jak wół, teraz nie stać jej na leki albo na operację oka.
Mój ojciec się pewnie przewraca w grobie. Nie o taką demokrację walczył.
A naszym bogactwem co jest? Cwaniactwo, nic ponadto.
Sarna
ps. Potrzebuję wysiłku intelektualnego. Brakuje mi go od czasu skończenia studiów. Niestety... :/
S.
czwartek, 28 lutego 2013
środa, 27 lutego 2013
Gratuluję serdecznie!
obejrzałam jeszcze przed galą rozdania i się nie zawiodłam. chłonęłam każdy wyraz, każdą głoskę. rola napisana specjalnie dla niego. teraz czytam scenariusz... kiedy chłopaki już śpią, wyganiam ich ojca od gry (obecnie jakiś asasyn) i wczytuję się w ten tekst. I znowu chłonę. I cieszy mnie, że za tę rolę dostał nagrodę... Należała mu się ;)
"(...) Well, frankly, I've never given anybody freedom before. And now that I have, I feel vaguely responsible for you. You're just not ready to go off on your own, it's that simple. You're too green, you'll get hurt (...)"
Gdybyście mnie zapytały czy warto, odpowiedziałabym bez mrugnięcia okiem - jak najbardziej!
Sarna
edit:
Facet nazywa się Christoph Waltz, dostał Oscara za drugoplanową rolę w Django, Quentina Tarantino.
Jeszcze raz, serdecznie gratuluję :)
"(...) Well, frankly, I've never given anybody freedom before. And now that I have, I feel vaguely responsible for you. You're just not ready to go off on your own, it's that simple. You're too green, you'll get hurt (...)"
Gdybyście mnie zapytały czy warto, odpowiedziałabym bez mrugnięcia okiem - jak najbardziej!
Sarna
edit:
Facet nazywa się Christoph Waltz, dostał Oscara za drugoplanową rolę w Django, Quentina Tarantino.
Jeszcze raz, serdecznie gratuluję :)
poniedziałek, 25 lutego 2013
Franek ryczy, żeby dmuchać mu bański mydlane. Staszek ryczy, żeby go nosić na rękach. Sroga ryczy, żeby pozbierać ich zabawki. Książka ryczy, żeby przygotować lekcję na popołudnie. Obiad ryczy, żeby go ugotować. Żelazko będzie ryczeć dopiero po zajęciach. Podobnie mop i szmata w łazience. Idę. Jak ta joga nie zacznie się w przyszłym tygodniu to przysięgam. Zwariuję.
Sarna
Sarna
środa, 20 lutego 2013
OOO czyli
ogólne osłabienie organizmu. Michał leży i dogorywa. Facet jak jest chory to niemal umiera. Czułe słówka szeptane do ucha nie pomagają. Mleko z karmelem i masłem nie pomaga. Pomagają witaminki. Podusia i kołderka. I piżama, która ma specjalne przeznaczenie: chorobowe pocenie. Byle to przetrwać ;)
Sarna
Sarna
wtorek, 19 lutego 2013
Zawsze jest wesoło
kiedy można spotkać się z najbliższą rodziną. W tym tygodniu nawiedziła nas Rozdarta. Jest i Sara. I... jest bardzo wesoło. Franek nie puszcza Sary ani na krok. Nawet zasypia wtulony w kuzynkę. Staś jest rozpieszczany i spędza całe niemal dnie u cioci na rękach. Sroga ma dwie gęby więcej do wykarmienia, ale jakoś dajemy radę (jako przykładna córka pomagam jak potrafię).
Jest oczywiście kilka kwestii, w których się kłócimy. Chociażby kwestia podejścia do pewnych niezbyt pokornych zachowań pierworodnego. Rozdarta robi groźne miny. Ja olewam. Rozdarta mówi, żeby nauczyć go nie "klepać" innych kiedy się złości. Ja twierdzę, że jak nie będzie się na to reagować to sam zakuma, że to po prostu bez sensu. Rozdarta nie lubi bałaganu "pojedzeniowego" albo "pozabawkowego", a ja tłumaczę, że lepiej, żeby już teraz sam zakumał, że frajdą jest jeść samemu (do sprzątania zabawek zmusza pierworodnego jego własny rodzony ojciec). Rozdarta twierdzi, że wspinanie się na pralkę, albo inne wysokie urządzenia w domu (choćby np. pianino) nie jest wskazane, bo pierworodny: rozwali lustro, umywalkę i chyba przede wszystkim własną głowę :P, ja twierdzę, że kiedy jest asekurowany to wręcz powinien gdzieś dawać upust swojej energii (wczoraj nieomal nie wpadł do wanny z kąpiącym się Stachem, ale w porę go złapałam, Rozdarta prawie dostała zawału ;))
Jest wesoło. Uwielbiam odwiedziny rodziny :)
Sarna
Jest oczywiście kilka kwestii, w których się kłócimy. Chociażby kwestia podejścia do pewnych niezbyt pokornych zachowań pierworodnego. Rozdarta robi groźne miny. Ja olewam. Rozdarta mówi, żeby nauczyć go nie "klepać" innych kiedy się złości. Ja twierdzę, że jak nie będzie się na to reagować to sam zakuma, że to po prostu bez sensu. Rozdarta nie lubi bałaganu "pojedzeniowego" albo "pozabawkowego", a ja tłumaczę, że lepiej, żeby już teraz sam zakumał, że frajdą jest jeść samemu (do sprzątania zabawek zmusza pierworodnego jego własny rodzony ojciec). Rozdarta twierdzi, że wspinanie się na pralkę, albo inne wysokie urządzenia w domu (choćby np. pianino) nie jest wskazane, bo pierworodny: rozwali lustro, umywalkę i chyba przede wszystkim własną głowę :P, ja twierdzę, że kiedy jest asekurowany to wręcz powinien gdzieś dawać upust swojej energii (wczoraj nieomal nie wpadł do wanny z kąpiącym się Stachem, ale w porę go złapałam, Rozdarta prawie dostała zawału ;))
Jest wesoło. Uwielbiam odwiedziny rodziny :)
Sarna
poniedziałek, 18 lutego 2013
bo teraz musisz zmienić
sposób w jaki prowadzisz samochód. Jest trochę szerszy, więc uważaj na zakrętach. Jest trochę dłuższy, więc uważaj gdzie parkujesz, jest trochę niższy, więc uważaj na dziurach...
Tak, moje drogie, mam prawie 3 dychy na karku, prawo jazdy od lat 12 i nadgorliwego dziadka...
A ile było gadania jak się dowiedział o poniedziałkowej stłuczce!
Ale z tego wszystkiego najbardziej rozwalił mnie tekst: po co wyciągasz to auto z garażu, nie musiałaś jeździć przez ostatnie pół roku, to po co teraz nagle??
I jak go tu nie ubóstwiać? :D
Sarna
Tak, moje drogie, mam prawie 3 dychy na karku, prawo jazdy od lat 12 i nadgorliwego dziadka...
A ile było gadania jak się dowiedział o poniedziałkowej stłuczce!
Ale z tego wszystkiego najbardziej rozwalił mnie tekst: po co wyciągasz to auto z garażu, nie musiałaś jeździć przez ostatnie pół roku, to po co teraz nagle??
I jak go tu nie ubóstwiać? :D
Sarna
piątek, 15 lutego 2013
przyczepiło się
nucę pod nosem, może nawet i lepiej, bo przynajmniej nie przeklinam, chociaż póki co jestem 7 zeta do tyłu - przez dwa dni to i tak sukces - (szczerze mówiąc nie wiem jak to się stało, że się tak rozpasałam z tym przeklinaniem, straszny nałóg); w każdym razie nucę. I nie jest to jakieś byle co. Non stop chodzi za mną pewne ciasteczko. Ciasteczko, które w dodatku ktoś ukradł :)
a jak ja nucę, to Franek tańczy... bardzo energetycznie, kręcąc dupełkiem na prawo i lewo :D uwielbiam nucić, kiedy Nizioł tańczy :D
no to co? przyłączycie się? ;)
Sarna
a jak ja nucę, to Franek tańczy... bardzo energetycznie, kręcąc dupełkiem na prawo i lewo :D uwielbiam nucić, kiedy Nizioł tańczy :D
no to co? przyłączycie się? ;)
środa, 13 lutego 2013
Matura to...
o właśnie. Czym jest matura? Czy naprawdę zdanie matury w dzisiejszch czasach sprawia, że człowiek jest mądrzejszy życiowo, albo jak go coś boli to wie do którego lekarza się udać? Coraz bardziej zaczynają mnie przerażać młodzi ludzie, dla których nie wiedza jest wartością a zabawa. I z jednej strony maturatobzdura.tv jest zabawne, a z drugiej mocno przerażające.
Pamiętam, że jako dzieciak uwielbiałam przeglądać książki. Pamiętam moją pirwszą encyklopedię dla dzieci, którą wertowałam tam i z powrotem, pamiętam zdziwienie starszych kuzynek, kiedy w wieku lat 8 wiedziałam ile jest planet w układzie słonecznym i jak się nazywają. Lubię wiedzieć. Moi znajomi też lubią i niesamowicie drażnią mnie ignoranci. Kiedy dziecko przychodzi z zadaniem domowym i słyszy od rodziców: nie wiem, sam sobie poszukaj. Samodzielne szukanie ma sens, owszem, ale wspólne jest nie tylko bardziej sensowne ale jaką daje przy tym frajdę dziecku!
Takie tam moje przemyślenia z okazji Środy Popielcowej ;) a teraz idę dać posypać sobie głowę... I muszę coś ta ten Wielki Post sobie postanowić. Może koniec z przeklinaniem pod nosem?
Sarna
Pamiętam, że jako dzieciak uwielbiałam przeglądać książki. Pamiętam moją pirwszą encyklopedię dla dzieci, którą wertowałam tam i z powrotem, pamiętam zdziwienie starszych kuzynek, kiedy w wieku lat 8 wiedziałam ile jest planet w układzie słonecznym i jak się nazywają. Lubię wiedzieć. Moi znajomi też lubią i niesamowicie drażnią mnie ignoranci. Kiedy dziecko przychodzi z zadaniem domowym i słyszy od rodziców: nie wiem, sam sobie poszukaj. Samodzielne szukanie ma sens, owszem, ale wspólne jest nie tylko bardziej sensowne ale jaką daje przy tym frajdę dziecku!
Takie tam moje przemyślenia z okazji Środy Popielcowej ;) a teraz idę dać posypać sobie głowę... I muszę coś ta ten Wielki Post sobie postanowić. Może koniec z przeklinaniem pod nosem?
Sarna
wtorek, 12 lutego 2013
coś mi się zdaje,
że ten tydzień będzie pod znakiem różnych dziwnych wypadków. Wczoraj wieczorem chociażby mała stłuczka. Dziś od rana niespokojny Franek i ryczący Staszek. I do tego ten pryszcz na czubku nosa.
Just greet yout teeth and bear it...
Sarna
poniedziałek, 11 lutego 2013
adios
Nie żegnam się z blogiem - co to, to nie.
Nasze drogi zeszły się w 2007 roku. Tuż po zaręczynach nastał boom budowlany i szukaliśmy dla siebie gniazda. Po przeczesaniu lokalnych ofert i obejrzeniu kilku działek pod ewentualną budowę, pojechaliśmy do Nowego Targu żeby tam dokonać tego samego - w końcu przecież można te 20 km dojeżdżać codziennie do pracy, prawda? Ludzie dojeżdżają nawetz Rabki czy z Limanowej i żyją. Podpisaliśmy umowę na dziurę w ziemi (jak wszyscy wtedy, boom to boom, trzeba brać co dają), wzięliśmy kredyt, dostaliśmy jakąś kasę na start od rodziców... Jeździliśmy, doglądaliśmy, patrzyliśmy jak w naszym budynku powstaje piętro po piętrze, jak tworzą się instalacje, jak wprowadzane są nasze poprawki (rzecz jasna uzgadniane z architektami i deweloperem) i cieszyślimy się, że tuż po ślubie będziemy mogli się wprowadzić do własnych czterech ścian. Koncepcje urządzenia mieszkania zmieniały się co chwila. Najważniesza zmiana dotyczyła przeniesienia kuchni do salonu, a tam gdzie była kuchnia urządzliśmy naszą sypialnię. Wszystko "stawało" się bardzo powoli.
Oczywiście deweloper miał obsuwę w związku z czym nie mogliśmy się przenieść na swoje tuż po zaobrączkowaniu. Sroga przygarnęła M pod swoje skrzydła i w trójkę bardzo fajnie nam się mieszkało. Zaczęliśmy przewozić rzeczy, meblować, kupować plamy, dywany, dodatki. M pracował do 16 ja do 20 czasem 21 a potem nie chciało nam się już jechać do naszego gniazda. Jeździliśmy na weekendy. W piątek po poludniu, wracaliśmy w niedzielę wieczorem. Sroga nie wypytywała kiedy chcemy tam zamieszkać na stałe, my przestaliśmy mieć parcie, żeby się tam ostatecznie przeprowadzić.
W gnieździe jednak odbyło się mnóstwo imprez. Kilkanaście parapetówek, urodziny, imieniny. Włożyliśmy w to mieszkanie mnóstwo siły, pracy, serca i czasu.
Kiedy byłam w zagrożonej ciąży przestaliśmy jeździć. Zresztą wtedy ograniczyłam wszystkie swoje wyjazdy. Nie chciałam, żeby Frankowi coś zaszkodziło. Dracene umarłam. Pomimo prób reanimacji, po namowach Gewci - odeszła do wiecznego ogrodu. Ogórdek też zapuściłam. Od czasu do czasu Czarny jadąc z Kraka bzyknął trawę i tylę. Z marzeń o pięknych donicach wypełnionych surfiniami i pelargoniami ostał się jeno kaktus. Z marzeń o wspólnym domu - zaciszny pokój u Srogiej.
Po pojawieniu się Franka jeździliśmy do gniazda raczej po to, żeby zostawić tam małe ubranka a zabrać te większe. Nocowalśmy już tylko od wieliego dzwonu. Sroga zresztą też wolała mieć wnuka przy sobie - strasznie się z nim zżyła, a stanie w korkach ulicznych w sezonie zatruwało nam życie. Wszak do tej pory byliśmy przyzwyczajeni do tego, że wszędzie można dostać się pieszo, a tam bez samochodu byłoby ciężko.
W końcu zapadła decyzja o sprzedaży. Rok temu poszliśmy do biura gdzie nam powiedziano, że będzie ciężko. Ale tę historię już znacie. Jej finał rozegrał się w zeszłym tygodniu kiedy to ostatecznie podpisaliśmy u notariusza umowę sprzedaży. Ryczałam jak bóbr. W końcu ten kawałek przestrzeni był tylko i wyłącznie mój: przeze mnie zaprojektowany i nawet nie do końca urządzony. Stało się. Oddaliśmy klucze. Zamknęliśmy ten rozdział.
Sarna
czwartek, 7 lutego 2013
Uroki zimy
Wstaję rano i moim zaspanym oczom ukazuje się piękny widok. Wszystko zasypane - dosłownie. Nie ma jak wyjść z klatki. Nie ma jak dojść po łopatę do garażu. Nie ma jak poruszać się wózkiem po chodniku. Wszystko białe. Nie narzekam, bo na to właśnie czekałam. W końcu Zakopane wygląda tak jak powinno każdej zimy, jest biało!
http://24tp.pl/?mod=galeria&id=1243
jak tylko zgram zdjęcia z telefonu to dorzucę
na razie udało mi się przekopać do garażu - nie ma to jak w sąsiedzkiej jedności siła!!
Sarna
http://24tp.pl/?mod=galeria&id=1243
jak tylko zgram zdjęcia z telefonu to dorzucę
na razie udało mi się przekopać do garażu - nie ma to jak w sąsiedzkiej jedności siła!!
Sarna
środa, 6 lutego 2013
twarde lądowanie
W końcu ktoś powiedział mi: nie. Twarde i stanowcze. Może to i lepiej? Do tej pory wszystko szło po mojej myśli i byłam zachwycona życiem. Teraz trochę się to zmienia, bo dostrzegam to drugie dno. Zamiast się tak denerwować przez ostatnie dwa dni mogłam zadzwonić w poniedziałek. Zadzwoniłam wczoraj bo Michał już nie mógł znieść 15 maili na minutę. I było twarde lądowanie. Do wieczora widziałam jeszcze wprawdzie same złe strony całej sytuacji, ale potem wrócił temat własnego rozwoju. I ten oto koleś, którego już przedstawiałam Wam na poprzednim blogu:
Sarna
Sarna
wtorek, 5 lutego 2013
od wczoraj
nerwy dają o sobie znak. Boli mnie brzuch. Nie mogę myśleć o niczym innym. No cholera jasna! Ileż można czekać?
Sarna
Sarna
poniedziałek, 4 lutego 2013
błąd czy błond?
Ortografia jest ważna. I serce się kraje na widok różnych błędów większych lub mniejszych. I ja też je popełniam. Czasem celowo, czasem nieświadomie, a czasem z roztargnienia. I po wczorajszym wydarzeniu śmiem twierdzić, że ludzie są albo bardzo roztargnieni, albo bardzo dyslektyczni. Rzeromskiego. Ot co!
Sarna
Sarna
piątek, 1 lutego 2013
trzeba czekać
Powoli zaczynam być mistrzem cierpliwości. I kto by pomyślał? Ja, choleryk i raptus. Nigdy bym się o to nie posądzała. Nie mogę równać się jeszcze z dziadkiem, który jak ma coś do zrobienia to stara się odłożyć to na "jak najpóźniej" i przemyśleć wszelkie kwestie z różnych perspektyw i przeczytać całą fachową literaturę na ten temat. Teraz z jednej strony chciałabym, żeby w końcu się wszystko wyjaśniło, a z drugiej - czekanie też ma swoje plusy. Póki co nic nie zależy ode mnie. Ja zrobiłam tyle ile mogłam.
Sarna
ps. dość enigmatycznie, ale mam nadzieję, że pod koniec przyszłego tygodnia wszystko nabierze już ostatecznych kształtów i wtedy zdecydowanie będzie o czym pisać :)
Sarna
Sarna
ps. dość enigmatycznie, ale mam nadzieję, że pod koniec przyszłego tygodnia wszystko nabierze już ostatecznych kształtów i wtedy zdecydowanie będzie o czym pisać :)
Sarna
Subskrybuj:
Posty (Atom)




