Pierwsze chrzciny były w czerwcu. Piękna pogoda dopisała i nawet Franek okazał się dość dzielny. Było kilkoro gości. Do tej pory się śmiejemy, że skoro do chrztu Franka trzymali ksiądz i stara panna to skąd wziąć tych gości? Tym razem będzie inaczej. Tym razem na chrzcinach będzie nas więcej. Trochę dalszych przyjaciół. A jednak przyjaciół. No i zaczęło się rozkminianie kiedy. Data padła na sobotę przed nowym rokiem: 29.12, magicznie będzie i oby śnieżnie. Sobota znowu ze względu na Czarnego. Kiedy my odpoczywamy on ma najwięcej roboty, a szkoda, żeby go nie było na tak ważnej uroczystości. Słowem: termin już jest.
W sprawie wdzianka byłam już w crocodrillo i Kaśka już kombinuje, bo skoro Franek był w błękitach, to może Staszek wystąpi w zieleni? Albo szarości? Albo może jakiś beż z brązem? Kaśka wybiera i kombinuje, trochę czasu jeszcze mamy. Ale jest jeszcze tyle innych rzeczy...
Impreza o charakterze rodzinnym odbędzie się w domu. Będzie (o ile dobrze liczę) 12 dorosłych osób. Do tego 7 dzieci z czego dwoje moich własnych - osobistych. A może też przyjedzie i Rozdarta, chociaż na najbliżesz Boże Narodzenie planuje spęd rodzinny szwagra i już deklarowała, że w tym roku u mamy jej nie będzie.
Lokalizacja imprezy w domu oraz fakt, że będą bliscy sprawia, że catering odpada. I tu zaczyna się problem bo zaczyna mnie nurtować odwieczne pytanie: co podać? Co na ciepło? Co dalej? Przeglądam ulubione blogi kulinarne (Zołziu :*) i myślę. I nie wiem. To może pomożecie? Marzy mi się skromnie a doskonale. Marzy mi się z umiarem a warte zapamiętania. Zgodnie z regułą "less is more". Na razie testuję na Srogiej i na Michale. Jakieś dania obiadowe, jakieś desery. W piekarniku muffinki z żurawiną z "Moich wypieków". Na patelni filety z indyka z musztardą francuską i zieloną pietruszką (własną! zamrożoną! ha!) Wczoraj cyce z pesto i ricottą. Nie wiem sama. Można by pójść na łatwiznę i skorzystać z dobrego, tradycyjnego schabowego, ale to takie oklepane (i wyklepne chyba bardziej)...
Eeee, uciekam, coby mi się to wszystko nie przypaliło ;)
Sarna
Kurczę takich imprez jak chrzciny to nie organizowałam jeszcze w życiu. Może roladki z polędwiczek z mozarellą w środku? Albo cycki nadziewane szpinakiem i fetą? A może rolada,kluchy i kapusta (mniam kocham ten zestaw)? Masz nad czym myśleć ;)
OdpowiedzUsuńprzed nami te same dylematy...u nas dom Rodziców ze względu na moją Babcie. myślimy o cateringu...ale to się jeszcze zobaczy :)
OdpowiedzUsuńTo może te "racuchowe" kotlety? Nasmażyć wcześniej, a potem sru do piekarnika żeby szybko podgrzać? Do tego jakiś dobry sosik i myślę, że powinno zachwycić podniebienia :)
OdpowiedzUsuńGdybysmy byli w Pl Chrzciny byly by jakos w tym samym czasie. Na Swieta jednak nie lecimy,wiec u Nas beda dopiero kolo Wielkanocy. Z jedzeniem nie pomoge,bo mam dwie lewe rece :)
OdpowiedzUsuńUuuu, no to może coś ciekawego i ja zaserwuję na jakiś niedzielny obiad...juz jestem głodna bo dziś obiad w proszku jeszcze :D może jak Mąż wróci to poratuje :D
OdpowiedzUsuń